czwartek, 9 marca 2017

Moja droga nie oceniaj mnie



...gdyż tak naprawdę niewiele o mnie wiesz. Zakładam, że tym wpisem mogę u niektórych czytelników sobie "nagrabić" jednak zapewniam Cię w życiu prywatnym mam w tym wprawę. Odkąd pamiętam byłam klasowym adwokatem, taką osobą która zawsze miała najwięcej do powiedzenia. Dlatego nie gniewaj się, ale po prostu nie mogę milczeć..

 

Odwieczna krytyka

Co rusz w sieci natykam się na różne wypowiedzi odnośnie kobiet pracujących "w domu" i tych  "poza nim". I nie chodzi mi tu o popularne memy krążące po fejsie niczym bumerang, odnośnie ciężkiej pracy w domu czy katuszach jakie niesie rodzicielstwo, choć i do tego dojdę ale za chwilę. Doinformowałam się, że kobieta która jest w stanie wrócić po rocznym urlopie macierzyńskim do pracy jest kompletną egoistką i pozbawioną uczuć jędzą. No bo jak można porzucić na 8 godzin (bądź 7 jeżeli jeszcze karmisz, ja nie karmiłam i dlatego jestem jędzą do kwadratu) taką maleńką kruszynkę o anielskim zapachu. Jak to możliwe, że tylko kariera jej w głowie. Bo przecież powinna w 200% oddać się całkowicie temu aniołkowi. Błagam, powiedz że nie myślisz dokładnie w ten sam sposób o mnie, o Zosi, Gosi czy o Pani z warzywniaka za rogiem, bo jeżeli tak to moja wiara w ludzi kompletnie podupadnie. 

 

Wiem, że do ideału mi daleko

Nie pojmuję z jaką lekkością ktoś stwierdza, że kobieta na etacie jest pozbawioną wyrzutów sumienia egoistką. Wychodzę rano i wracam późnym popołudniem, jak mogę nie tęsknić w ogóle? Jasne zdarza mi się wieźć zakatarzone dziecko do dziadków z plecakiem wypchanym syropkami, kropelkami i innymi "wspomagaczami" gdyż pracy w kancelarii jest tyle, że nie przyszłoby mi do głowy dzwonić po urlop. Jednak czy to, że nie siedzę w domu z dziećmi na okrągło sprawia, że jestem gorszą matką? 
Nie jestem idealna, zdarza mi się kupować prezent dla koleżanki czy kolegi Julki w drodze na  przyjęcie urodzinowe, gdyż wcześniej albo zapomniałam albo po pracy nie chcę włóczyć się po sklepach tylko chcę jechać prosto do domu. Zdarza mi się z czystą premedytacją zapakować do Julki śniadaniówki gotowca w postaci rogalika. Mi też zdarza się psioczyć z niewyspania z powodu ząbków, brzuszków i "paluszków". Na miłość Boską jesteśmy tylko ludźmi. 

 

Pamiętaj, że nie jestem robotem ja też mam uczucia

Jednak natura ludzka jest paskudna, lubimy zaglądać ludziom do przysłowiowego portfela, oceniać innych, porównywać się z nimi ale w taki sposób, który buduje nasze ego. Moja szwagierka na swoim blogu kiedyś opisała relacje matek, to straszne ale wychodzi na to, że my matki nie potrafimy trzymać sztamy. Są matki, które nie podadzą Ci dłoni ale chętnie Cię dobiją, wpędzą w poczucie winy, a swoimi cudownymi opowieściami sprawią, że poczujesz się gorsza. Przykładu wcale nie trzeba daleko szukać, ja po raz pierwszy z jadem nienawiści spotkałam się w sieci gdy miałam problem z laktacją. Niestety razem z Szymonem zafundowałam sobie rany i choć powinnam pomyśleć na chwilę o sobie, to ja  katowałam się komentarzami, że mleko modyfikowane to jawna zbrodnia i tylko bez dusznica nie potrafi poświęcić się dla dziecka ofiarując mu swój najcenniejszy dar. Ileż ja miałam wyrzutów sumienia, gdy lekarz przepisał mi jakieś antybiotyki i zakazał chwilowo karmić Szymona, abym miała szansę wygoić swoje rany. Czułam się jakbym była potworem ale potworem do kwadratu stałam się kiedy poczułam ulgę, że moja "przygoda" z laktacją już minęła. 

 

Pracuję, żeby żyć. Nie żyję by pracować

Ale przecież kobieta na etacie w domu jest taką rasową matką Polką, która w ciągu "swojej zmiany" musi dom posprzątać, pranie zrobić, obiad ugotować, odrobić lekcje z dziećmi, poprasować całe stosy ubrań i wiele więcej. Droga matko i tu Cię zaskoczę, zarówno ja jak, Zosia, Gosia i Pani z warzywniaka oprócz etatu poza domem mamy te same obowiązki domowe co Ty. Nie mamy służby, pokojówek i kamerdynera, którzy za nas wykonają połowę jak nie większość domowych prac. Ja swój dzień zaczynam niezmiennie 5.10, gotuję, sprzątam, ogarniam  dzieci, siebie i gnamy do miasta, do szkoły, dziadków i do pracy. Moje dzieci również miewają zarwane noce, z różnych powodów. I tak samo jak każda inna matka siedzę przy łóżeczku, noszę na rękach i kołyszę aby w jakiś sposób ułatwić zakatarzonemu Szymonowi sen. Tylko, że w takiej sytuacji taka "karierowiczka" - jak to internet zwykł ją nazywać nie zdrzemnie się w ciągu dnia gdy dziecko zaśnie tylko wypija hektolitry kawy aby jakoś dotrwać do końca. Ale gdy wraca do domu jest w 100% dla swoich dzieci i to chyba najważniejsze.

I wiesz co

Mam takie wrażenie, że mimo wszystko wychowam zaradne i samodzielne dzieci. Takie, które wiedzą, że obiad pod nos się sam nie podsunie. Takie, które po powrocie do domu potrafią w miarę swoich możliwości zaangażować się w życie domowe. Moi rodzice oboje pracowali, a ja z kluczem na szyi maszerowałam do szkoły czy do domu. Wiedziałam, że muszę się zmobilizować i sama odrobić lekcje, wybierając się na szkolną dyskotekę byłam w stanie sama uprasować swoje ubrania. Co z tego, że na małej desce do prasowania rękawów, którą stawiałam sobie na ziemi. Wyrosłam dzięki temu tak mi się wydaję na niezależną kobietę, nie czekającą na wypłatę męża (wybacz kochanie, ale taka prawda). Bo wiesz, nawet jak bywałam na bezrobotnym i była w domu tylko jedna pensja to nigdy nie musiałam spowiadać się z zakupów czy wysłuchiwać, że mogłabym wreszcie iść do pracy. Osobiście czuję się lepiej gdy ja również mam swój wkład w nasz domowy budżet. Zresztą gdybym nie pracowała nie mielibyśmy tego co mamy teraz, nie byłoby rodzinnego zakątka.
Zatem drogie Panie przestańmy z tą chorą rywalizacją i porównywaniem kto jest matką na medal, a kto nie. Żyjmy na swój własny sposób, wyznaczajmy swoje własne cele i nie bójmy się pewną ręką sięgać po to na czym nam zależy, czego skrycie pragniemy.

14 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze napisane, brawo Dżoana ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą;) Cóż...dużo można by na ten temat powiedzieć. Cesarka zła, poród naturalny super, karmienie piersią - cud, mleko modyfikowane to samo zło...Każdy z nas jest inny, każdy ma inne potrzeby i inne doświadczenia. Basię urodziłam naturalnie, ale gdyby była taka konieczność to oczywiście nie wzbraniałabym sie przed cc. Karmiłam ją tylko lub aż 9 mieś. Dlaczego? Ano mała jak poczuła swoje możliwości i zaczęła raczkować olała mamusie i jej mleko;)Bardzo to przeżyłam, ale to był JEJ wybór. Teraz zostało mi jakieś 50 pare dni do kolejnego porodu. Chcę rodzić naturalnie i liczę, że się uda;)Zobaczymy jak będzie, bo jak to stwierdziła położna "poród to loteria". Chcę drugie maleństwo karmić piersią min. 12 mieś. ale czy mi się uda? Nie wiem;)Wiem za to, że mam już jedno dziecko, które potrzebuje mamy, dom na głowie, męża, obiady, sprzątanie i nadpobudliwego psa...Nie za wszelką cenę. Mam wrażenie, że za drugim razem nie spinam już tak pośladków;)))Nie przejmuję się tyle i ufam bardziej sobie;)Niestety my Polacy mamy tendencje do oceniania innych i jest to przykre. Po macierzyńskim (wtedy 4,5 mieś) poszłam na wychowawczy. Byłam na 1,5 roku. Dokładnie jak moja córeczka skończyła 2 lata ja z wielką ochotą poszłam do pracy!!! W domu nie dawałam już rady...;( Tym razem zamierzam zrobić podobnie, tyle, że po roku czasu razem z mężem chcę usiąść w naszej firmie, która potrzebuje pracownika;)Uwielbiam dzieci, ale siedzenie 24 godziny w domu przez kilka lat odbiłoby się źle na dzieciach, na mnie i mężowskim;)Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dlaczego tak jest ale dalej w kobietach drzemie stereotyp matki polki. Pomimo iż pomalutku odchodzimy od stylu życia naszych mam czy babć (choć akurat w mojej rodzinie kobiety zawsze miały etat) i dążymy do bycia nowoczesnymi, ambitnymi kobietami, które spełniają się w pracy i w roli matki, to mimo wszystko podświadomie staramy się dać z siebie jak najwięcej. A to niestety jest nierealne. Dodatkowo różne opowiastki i krytyka "mam idealnych" wpędza nas coraz bardziej w poczucie winy..
      Słoneczko tak trzymaj nadal, nie spinaj się i nie słuchaj dobrych rad, w ogóle je olej. Tak na marginesie wyglądasz wprost promiennie, "dwupak" Ci służy ale już ci to pisałam ;) Pozdrawiam

      Usuń
  3. Bardzo mądre słowa, przeczytałam z przyjemnością. Moja mama zaczęła pracować 3 miesiące po urodzeniu mnie. 3 miesiące! Nie miała wyjścia, trzeba było przecież zarobić na dziecko. Krzywda mi się nie działa żadna (opiekował się mną dziadzio), a mama, jako nauczycielka, i tak zajmowała się mną później w ciągu dnia i całe wakacje - nie było jej w domu tylko kilka godzin dziennie. Nie mam z tego powodu traumy, czy nie jestem jakoś poszkodowana. Uważam, że podjęła bardzo odpowiedzialną decyzję. Trzymaj się i nie przejmuj innymi. Ty sama wiesz, co jest najlepsze dla Twojej rodziny :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierzysz, że moimi dziećmi również zajmuje się dziadzio (tata by mnie zabił za takie określenie haha) Mój ojciec ma coś w sobie, że wszystkie dzieci go wprost uwielbiają. Szalała za nim moja Julka, szaleje teraz Szymon. Nie dość, że całe dnie bawi się z wnukiem to jeszcze zaprowadza i odbiera moją Julkę ze szkoły. Taki dziadek to istny skarb. Może dlatego również jakoś łatwiej jest mi chodzić do pracy :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Interesujacy wpis!😊Ja myślę, ze kazdy powinien robic tak jak sam uwaza, nawet jak wszyscy w kolo mowia cos innego.Pozdrawiam😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. całkowicie się z Tobą zgadzam, Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Super tekst! Najważniejsze to robić to co nam podpowiada serce. W końcu same najlepiej wiemy co jest dla nas ważne!
    www.sylwiaszewczyk.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając ten wpis miałam przed oczami film "Złe mamuśki" 😜 A wracając do tematu masz 100% racji Niestety coraz częściej słyszę o nagonce matek idealnych na osoby otwarcie mówiących o swoich problemach, które mają ochotę czasem się pożalić. Najgorzej wygląda sytuacja na blogach paretingowych. Jeszcze nie jestem mamą, ale w przyszłości zamierzam szybko wrócić do pracy by nie wypaść z obiegu. Pracując w środowisku zdominowanym przez mężczyzn wiem, że jeżeli zrobiłabym sobie dłuższą przerwę to zostanę zastąpiona innym pracownikiem płci męskiej. A dzieci dobrze dostosowują sie do warunków i radzą sobie lepiej niż my dorośli. Ważne by wolny czas spędzać efektywnie z dzieckiem, co z pewnością bedzie korzystniejsze do niego aniżeli matka siedząca cały dzień w domu krzątająca die po kuchni i zajmująca sie innymi obowiązkami domowymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha film był boski :) Niestety słoneczko, czasy mamy jakie mamy kobieta musi pracować, nie każda ma męża prezesa. No i rynek pracy jest bezduszny, nie lubi przerw w pracy, jednak samo rodzicielstwo to nie wszystko nie wyobrażam sobie całe dnie spędzać w domu. No okej na początku byłoby bosko, ale nie na dłuższą metę. Ale od czego są urlopy wypoczynkowe :) Ja swój trzymam na cieplejsze dni <3, które w całości będę mogła spędzić z dziećmi na dworze.

      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ja niestety w moim najbliższym otoczeniu mam matki- polki, które żadną pracy w życiu się nie zhańbiły. W moim najbliższym otoczeniu jestem, chyba, jedyną która pracuje. W tej chwili na macierzyńskim (5 miesięczny bobas) i nie powiem, chętnie bym sobie jeszcze na nim posiedziała. Nie ukrywam do pracy mi się nie spieszy, ale jednocześnie nie wyobrażam sobie, że moje życie miałoby ograniczać się tylko do dzieci, które przecież kiedyś dorosną i pójdą w świat... czy że byłabym finansowo uzależniona od faceta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie "uzależnienie finansowe" to dla mnie ogromny aspekt, pewnie dlatego że w pracy co rusz mam klientkę "nieskalaną" żadną pracą, bez własnego konta bankowego, z lokatami które de facto są na męża ona jest jedynie upoważniona po jego śmierci i nagle świat się wali bo mąż ma inną, czy żąda rozwodu. Później jest płacz i zgrzytanie zębów, błaganie o alimenty na siebie i dzieci.
      Nie uważam, aby każdą kobietę to czekało ale sama po sobie wiem, że mężczyźni nie lubią wiecznie słuchać o zupkach i kupkach po swojej pracy, a co innego można mu opowiedzieć jak tylko na tym opiera się cały dzień ?

      Pozdrawiam

      Usuń

TOP